Czy oglądał pan film „Psy”?
- Tak, oglądałem.
I co, tak było?
- Skądże, to są jakieś żarty. Nawet nie widziałem komisji, która mnie weryfikowała w 1989 roku i do dziś nie wiem, kto w niej siedział.
A palenie akt?
- To co innego, to prawda. W Ostrowie wszystkie teczki zostały spalone. Jestem bardzo zadowolony, że to wszystko poszło do pieca.
Dlaczego?
- Bo teczki to zawsze polowanie na czarownice.
Nie trzeba tego raz na zawsze skończyć, poprzez lustrację?
- A po co? Sądzi pan, że dzisiejsze służby stosują inne metody? Informacja jest informacją.
Dzisiejsze służby to jednak nie to samo co 20, 30 czy 40 lat temu.
- A niby co je różni? Ustrój nam się raczej nie zmieni, ale niech tylko się zmieni spojrzenie na władzę. Nowi będą mieli większą rację, bo będą weryfikować poprzednich? Służby były, są i będą, a jak się wykorzystuje zebrane przez nie informacje, to już zupełnie inna sprawa.
Czy w Polsce w ogóle potrzebna jest lustracja?
- Nie powinno być żadnej lustracji. Trzeba zadać sobie pytanie, kogo chcemy dziś lustrować? Przecież my nie mogliśmy werbować członków partii, a to oni wtedy rządzili i to ich trzeba by było lustrować. Żeby pozyskać członka partii, potrzeba było zgody sekretarza wojewódzkiego.
Czy lustracja w Ostrowie jest w ogóle możliwa?
- Absolutnie nie. Wszystkie ostrowskie teczki z materiałami Służby Bezpieczeństwa zostały spalone. Jeśli ktoś dziś natrafi na jakieś dokumenty, to mogą one pochodzić tylko z przesłanych do Warszawy spraw zamkniętych, czyli tych nieważnych. Jeśli ktoś z Ostrowa mówi, że widział swoją teczkę, to kłamie. Wiem, co mówię, bo sam byłem dwa razy w komisji do palenia akt i raz sam je paliłem.
Ma pan na myśli teczki znanych osób w Ostrowie?
- Nie, spaliliśmy absolutnie wszystkie teczki osobowe, teczki operacyjnego sprawdzenia i operacyjnego rozpracowania - wszystkie.
TECZKI BEZPIEKI
Jak wyglądało w Ostrowie palenie akt?
- Normalnie, nic szczególnego. Szef wyznaczał trzy osoby. Dwie to była komisja, która pilnowała, żeby trzeci, tzw. palacz, wszystko wrzucał do pieca. I tak na zmianę.
Gdzie paliliście akta, w lesie, jak w „Psach”?
- To kolejna bzdura. Paliliśmy akta w zwykłym piecu CO w komendzie przy Raszkowskiej.
Ile tego było?
- Dużo, całe wory. Do pieca poszło co najmniej kilkadziesiąt worów pełnych akt. To trochę trwało, bo ciężko się pali akta. Akta to dokumenty, zdjęcia, itp. Kartki się sklejały i trzeba było dobrze mieszać w tym piecu, żeby wszystko spalić.
Przeglądał pan teczki przed spaleniem, choćby ze zwykłej ciekawości?
- Miałem dość swoich i wiedziałem, co może być w pozostałych. Teczka do teczki była bardzo podobna. Każdy TW (tajny współpracownik - przyp. Red) miał dwie teczki: teczkę personalną i teczkę pracy. Do teczki personalnej trafiały wszystkie informacje zebrane o TW.
Na przykład jakie?
- Każdemu kandydatowi na TW zakładało się najpierw taką teczkę personalną. Było w niej wszystko, co mogło się przydać, co mówiło coś o tym człowieku: informacje o żonie, dzieciach, wykształcenie, kontakty, plany, znajomi - wszystko.
A teczki pracy?
- To było wszystko to, co TW przynosił, wszystkie zebrane przez niego informacje.
Pamięta pan, czyje teczki pan palił?
- Minęło 15 lat… Może dwie, trzy osoby pamiętam.
Powie pan, kto to był?
- Nie powiem.
No niech pan przynajmniej powie, ilu było w Ostrowie zwerbowanych TW?
- To stosunkowo łatwo obliczyć. Ja trafiłem do Służby Bezpieczeństwa pod koniec jej istnienia, w 1985 roku. W Ostrowie pracowało wtedy około 20 osób, nie licząc sekretarek czy kierowców. Każdy musiał zwerbować 10 - 15 TW. Wynika z tego, że pod koniec lat 80. w Ostrowie było ok. 300 tajnych współpracowników.
więcej w wydaniu środowym
autor: Jarosław Wardawy