Czy to rzeczywiście koniec „Do-Re-Mi”?
- Przynajmniej na razie. Wolałabym powiedzieć, że to przerwa. Z powodów osobistych jestem zmuszona zawiesić funkcjonowanie chóru.
Żal?
- No pewnie, po tylu latach pracy…
Czego najbardziej?
- Oczywiście dzieci.
Ilu małych śpiewaków przewinęło się przez chór w ciągu 13 lat jego działalności?
- Liczę, że co najmniej 250. To były bardzo różne dzieci, z różnych środowisk. Wszystkich połączyła jednak miłość do śpiewu. Na początku sama szukałam wokalnych talentów w ostrowskich przedszkolach i podstawówkach, potem już dzieci zaczęły same do mnie trafiać, przez MDK i nie tylko.
Ile zaśpiewaliście koncertów w tym czasie?
- Trudno to zliczyć dokładnie. Bywało, że dawaliśmy nawet 20 koncertów rocznie. Myślę, że to było co najmniej 200 koncertów w całej Polsce.
Gdzie śpiewaliście?
- Tam, gdzie nas zapraszano: na poznańskim rynku, w katedrze gnieźnieńskiej, w Telewizji Polskiej w Warszawie, na międzynarodowym festiwalu w Koninie, w Kaliszu, na Jarmarku Dominikańskim w Gdańsku i w wielu innych miejscach.
No i na niemal wszystkich imprezach plenerowych w Ostrowie.
- Tak. Tylko podczas finałów WOŚP zaśpiewaliśmy 9 razy, do tego 7 razy na festynie w Michałkowie, 2 razy na „Gwiazdce na Rynku” i wiele razy na różnego rodzaju festynach i dniach miasta.
Jak was odbierano?
- Powiem szczerze, że najczęściej z niedowierzaniem i podziwem. Słyszącym nas po raz pierwszy ludziom trudno było zrozumieć, że tak małe dzieci mogą osiągnąć taki poziom.
Nagród też się sporo uzbierało.
- I tak, i nie. Owszem, mamy kilka prestiżowych wyróżnień za wysoki poziom artystyczny, ale paradoksalnie nasza liczebność i koloryt uniemożliwiały nam startowanie w większości konkursów.
Jak to?
- Po prostu nigdy nie było dla nas kategorii. W Polsce chóry śpiewają albo a’capella, albo z akompaniamentem. Do-Re-Mi był jedynym zespołem dziecięcym w Polsce, śpiewającym z własnymi profesjonalnymi podkładami muzycznymi i aranżacjami. Ponadto, nie ma u nas tak dużych zespołów, jak nasz chór. No i do tego ta nasza bardzo duża rozpiętość wieku; od 4 do 14 lat. To wszystko sprawiało, że organizatorzy konkursów mieli zawsze problem z zakwalifikowaniem nas do którejś kategorii.
Czy mimo tego nie miała pani wrażenia, że niektórzy traktowali w Ostrowie chór z pewną pobłażliwością, niepoważnie - ot, jak to dzieci?
- Takie wrażenie ma chyba każdy, kto pracuje zawodowo z dziećmi. To wynika ze specyficznego stosunku Polaków do dzieci.
Na czym to polega?
- Dzieci w naszym kraju traktuje się bardzo pobłażliwie, niepoważnie. Dorośli często nie zauważają i nie doceniają, że często dzieci potrafią osiągnąć wysoki stopień profesjonalizmu, bo ciężko na to pracują.
Nie brakowało jednak w Ostrowie ludzi, którzy wam pomagali.
- To prawda, niektórzy pomagali nam zawsze, od samego początku. Nie mogę nie wymienić władz samorządowych miasta i powiatu ostrowskiego, Holdikomu i kilku spółek komunalnych. Pomagało nam też wiele firm prywatnych: Malfarb, Royal Fashion, ostrowskie piekarnie - „Rozalia” i inne czy firma Bonart, od której przez wszystkie te lata mieliśmy zawsze za darmo wodę. Osobny temat to działalność rodziców, zwłaszcza tych zrzeszonych w Stowarzyszeniu Kulturalnym „Do-Re-Mi”. Utworzenie stowarzyszenia w 2001 roku było strzałem w „10”. Dzięki temu zyskaliśmy osobowość prawną i mogliśmy sami występować o dofinansowanie naszej działalności.
To z kolei pozwoliło na nagranie kilku płyt.
- To chyba nasza największa duma, bo nie znam zespołu dziecięcego w Polsce, który mógłby się poszczycić nagraniem czterech płyt. Najpierw była to „Doremikowa kolęda” - płyta z kolędami wydana w 200 roku. Potem w 2002 roku była płyta z repertuarem rozrywkowym w naszych aranżacjach. Trzecią płytę nagraliśmy w 2004 roku na 600-lecia miasta i wreszcie w zeszłym roku raz jeszcze sięgnęliśmy po repertuar kolędowy.
Co, oprócz wrażeń artystycznych, dało dzieciom śpiewanie w chórze?
- Niektóre dziewczyny śpiewały ze mną nawet przez 12 lat. Widziałam więc dobrze, jak się zmieniają. Niektóre z nich przychodziły nieśmiałe, nawet zakompleksione, obawiające się publicznych wystąpień. Chór nauczył ich pewności siebie, wyrażania swoich uczuć, współpracowania w dużej grupie w różnym wieku. Praca w chórze uczy też wewnętrznej dyscypliny. Proszę mi uwierzyć, że dla 4-5 latka skupienie uwagi na półtoragodzinnym koncie to wielki wysiłek fizyczny i emocjonalny. Cieszę się, że to w tych dzieciach zostanie, już na zawsze.
Czy Do-Re-Mi zaśpiewało już swoją ostatnią piosenkę?
- W tym składzie chyba już jednak tak. Zawsze jednak można wrócić do nagrań. Te 4 płyty po nas jednak zostaną. A jak wrócę, to będę chciała reaktywować chór.
Tego właśnie życzę i dziękuję za rozmowę.
autor: Jarosław Wardawy