Skoro trzy karetki oddawano do użytku dwa razy, to taką obwodnicę Ostrowa będą teraz otwierać z siedem razy co najmniej.
Déjà vu znaczy po francusku „już widziane”. Po polsku, ten znany z wielu różnych kontekstów termin, określa odczucie, że przeżywana obecnie sytuacja wydarzyła się już kiedyś, w jakiejś nieokreślonej przeszłości i koniecznie łączy nasze przeżycie z pewnością, że to niemożliwe, aby było prawdą. Tak więc uprzejmie informuję, że właśnie doznałem niedawno déjà vu obserwując co się działo z karetkami dla ostrowskiego szpitala.
Jakby ktoś nie wiedział, to od jakiegoś czasu ostrowskie pogotowie – i wszyscy byli, obecni i przyszli jego pacjenci – cieszą się kolejnymi trzema nowiutkimi, nowoczesnymi kartkami. Jakieś dwa tygodnie temu uroczyście i z odpowiednią pompą oddano karetki do użytku. Było mnóstwo gości. Ba, z gratulacjami do starosty Jędrzejak pośpieszył nawet prezydent Torzyński, co nieczęsto się zdarza (i vice versa). Była więc symboliczna wstęga, wspólne zdjęcia przy karetkach i inne takie. Karetki już dawno jeżdzą i służą pacjentom, aż tu nagle w poniedziałek patrzę i co widzę? A jakże, przekazanie karetek, tych samych – żeby nie było wątpliwości. Tyle tylko, że tym razem w roli przekazującego pojawił się wiceminister zdrowia, honory domu pełnił poseł Jarosław Urbaniak, a z prezydentów tym razem zaistniała Beata Podsadna. Jeśli to nie jest klasyczne déjà vu, to pytam się, co nim jest?
Sprawdziłem, stąd wiem. Prawie wszystkie objawy się u mnie zgadzają. W przypadku déjà vu „osoba doświadczająca jest krytyczna wobec swojego odczucia, tzn. wie, że to, czego doświadcza, jest w praktyce niemożliwe”. No jakże by inaczej, przecież to niemożliwe, żeby trzy te same auta dwa razy oddawać jednemu właścicielowi, więc pewnikiem coś mi się pokiełbasiło.
Kolejny warunek déjà vu również pasuje do mnie, jak ulał. Jak w podręczniku medycyny – „wrażenie dotyczy nie widoku pewnego pojedynczego przedmiotu, budynku czy człowieka, ale całej sytuacji. Osoba ma wrażenie, że powtarza się pewna chwila z jej życia”. A ja przecież te karetki już chyba rzeczywiście gdzieś widziałem…
No i na koniec inny symptom – pisz maluj – pasujący do całej sytuacji: „zjawisku déjà vu towarzyszy aura niesamowitości, tajemniczości”, a na dodatek „czasami pojawia się przekonanie o możliwości przewidzenia co się za chwilę wydarzy”. Ten, kto to, opisywał, to jakby mnie badał. Pasuje, jak ulał: po pierwsze, tajemnica to dla mnie niepojęta, po co dwa razy przekazuje się te same karetki. Po drugie, aż strach pomyśleć, co to się będzie działo, jak będzie oddawana ostrowska obwodnica. Skoro trzy karetki oddawano dwa razy do użytku, to stosując adekwatną do wielkości odpowiednią skalę, taką obwodnicę Ostrowa będą teraz otwierać z siedem razy co najmniej.
Najpierw fetę przygotuje starostwo – bo wiadomo, kto najbardziej się przy obwodnicy napracował. Potem sprawę powtórzy miasto – bo to w końcu obwodnica miasta Ostrowa. Wstęgę, nożyczki i paru gości da się załatwić również z Poznania i Warszawy – bo jak by nie patrzeć obwodnica to część drogi krajowej. I tak dalej można by „mnożyć byty” – jak mawia pewien mój kolega.
Zastanawiam się tylko, co myśli sobie o tym wszystkim łączący obydwa wydarzenia, niczym mocny klej dwuskładnikowy, dyrektor ostrowskiego szpital, który raz odbierał gratulacje od starosty, a drugi raz od ministra. Albo pani wiceprezydent, która gratulowała tego samego, co jej szef, tyle że w innym towarzystwie i dwa tygodnie później. No bo tego, że „zwykły” pacjent (klient, czytelnik, użytkownik – dowolne wybrać) jest pogubiony w tym wszystkim, jak nie przymierzając piłkarze naszej reprezentacji na swoim polu karnym, to nie mam wątpliwości….
Jarosław Wardawy