Znajdujesz się w: » strona główna » Felietony »
  strona główna
Informacje
Ostrów
Samorząd
Powiat
Społeczność
Gospodarka
Historia
Kultura
Oświata
Kryminały
Religia
Niepełnosprawni
Felietony
Wywiady
Sport
FABRYKA WAGON
  Archiwum
  Redakcja
O nas
Reklama
Kontakt
FELIETON - Rokita show, czyli Janek wróć

Finałowa scena, gdy Rokita mówi: „pora kończyć ten program”, po czym wstaje i wychodzi ze studia to była rola godna politycznego Oskara, przy którym zbladł mdły obrazek Kwaśniewskiego, odchodzącego z Belwederu za rączkę z Pierwszą Jolantą RP.

Z trudem mi to przechodzi przez gardło i spływa przez palce na klawiaturę, ale jest w Polsce polityk, który zrobił na mnie duże i bardzo pozytywne wrażenie. Chyba głównie dlatego, że potrafił odejść od polityki i to schodząc z samych jej szczytów. Jan Maria na oczach milionów widzów w komercyjnej telewizji zrobił prawdziwy show jednego autora, deklarując, że z szacunku do decyzji żony i z miłości do niej odchodzi z polityki. I choć u podstaw tej decyzji leżą nie tylko uczucia małżeńskie, ale również - a może nawet przede wszystkim - nawarstwiające się konflikty w kierownictwie Platformy, to Rokita odszedł w wielkim stylu. Finałowa scena, gdy Rokita mówi do wyraźnie zaskoczonego prowadzącego „pora kończyć ten program”, po czym wstaje, odpina mikrofon i wychodzi ze studia to była rola godna politycznego Oskara, przy którym zbladł mdły obrazek Kwaśniewskiego, odchodzącego z Belwederu za rączkę z Pierwszą Jolantą RP. Nie dziwię się więc, że nawet tak doświadczonemu i dobremu dziennikarzowi, jakim jest Bogdan Rymanowski z TVN, że ze zdenerwowania zapomniał języka w gębie i o odpięciu mikrofonu. Gdy bowiem ja słuchałem tych tak niezwykłych w polskiej polityce słów, czułem, jak szczęka spada mi na podłogę i kula do się do stóp z lekka wzruszonej małżonki.

Rokita to jednak zwierzę polityczne i jestem przekonany, że nie odszedł na długo. Moja połowica, sprytna niewiasta, podrzuciła mi nawet plan jego powrotu: PiS wygrywa wybory, ale zbyt nisko, by samodzielnie rządzić. Tusk, jako przegrany przywódca, zostaje odsunięty od władzy w partii, a wtedy odżywa plan stworzenia PO-PiS-u. No i kto wtedy lepiej pogodzi dwie zwaśnione dziś partie, jak nie „premier z Krakowa”? Gdyby miało się to spełnić, to pewnie wielu Polaków miałoby się z czego cieszyć.

Ten scenariusz może jednak oczywiście okazać się politycznym science - fiction, bo wiele w nim dziur i zagrożeń. Przywiązanie Kaczyńskiego do władzy może okazać się silniejsze nawet niż wzajemna niechęć do siebie Tuska i Rokity, a wtedy z takiego powrotu nici. Gdy bowiem partia ma za dużo silnych indywidualności, to wcześniej czy później musi dojść do konfliktu. Przy zachowaniu odpowiedniej skali i wszystkich oczywistych różnic przypomnę, że dość podobną sytuację przerabiali platformiści w Ostrowie. Traf chciał, że chodziło również o faceta z drugim imieniem Maria. Gdy okazało się, że Maciej Maria Klósak ma znacznie większe ambicje niż przypisali mu liderzy ostrowskiej Platformy, musiał odejść. Tu oczywiście porównania się kończą, ale jednak coś w tym chyba jest.

Niestety, wśród obecnych liderów ostrowskiej sceny politycznej nie widzę nikogo, kogo można by było przyrównać do klasy Rokity. Weźmy naszych parlamentarzystów. Niewątpliwie największą karierę wśród ostrowskich parlamentarnych debiutantów zrobił przez dwa lata Andrzej Dera. Nie każdy nowy poseł może w końcu trafić do sejmowej komisji. Jednak gdy przyszło mu w telewizyjnym okienku zmierzyć się na argumenty z takim wygą, jak choćby Ryszard Kalisz, to Dera dał się mu rozsmarować, jak ciepłe masełko na bułeczce. Jarosław Urbaniak dzieli i rządzi (nie tylko w Platformie) w Ostrowie, ale w sejmowej hierarchii PO jest w drugim czy nawet w trzecim szeregu. Grzegorz Woźny, choć miarowym krokiem, wyćwiczonym w pierwszomajowych pochodach, zmierza do swojej piątej (!) kadencji w parlamencie, to nigdy nie dopracował się silnej pozycji w krajowych strukturach partii. Na osłodę przyszło mu w partyjnym sądzie koleżeńskim wyrzucać z partii byłych kolegów z SLD.

A nasi senatorzy? Przepraszam, ale nie licząc wręczania przez Mirosława Adamczaka kwiatów na oficjałkach i sporadycznych wizyt Zbigniewa Trybuły, nie zauważyłem, że w ogóle ktoś nas reprezentuje w Senacie.

To jeszcze oczywiście nie żadna tragedia, że nie ma w Ostrowie drugiego Rokity. W końcu Ostrówek nasz kochany to jednak nie Kraków. Widzę jednak, że na wyborczych listach pojawiają się znowu niemal te same nazwiska, a wyborcze „mięso armatnie” na końcowych miejscach list nie ma żadnych szans. Wszystko więc wskazuje, że ostrowska reprezentacja parlamentarna będzie niemal ta sama. Byle nie taka sama, bo jest jednak z kogo brać przykład. Czego naszym przyszłym parlamentarzystom, czytelnikom i sobie niezmiennie życzę.

Jarosław Wardawy

[2]

-- wstecz --
Liczba wyświetleń:400
  POD NASZYM PATRONATEM
  Praktyczne informacje
Dyżury aptek w 2010 r.
Dyżury stomatologiczne w powiecie ostrowskim 2010 r.
Dyżury lekarzy spejalistów w powiecie ostrowskim 2010 r.
Rozkład jazdy PKP
Pogoda dla wielkopolski
Ważne telefony
SONDA
Kto powinien zostać prezydentem Ostrowa Wielkopolskiego?
RADOSŁAW TORZYŃSKI
WŁODZIMIERZ JĘDRZEJAK
MACIEJ KLÓSAK
BARTOSZ ZIÓŁKOWSKI
RYSZARD TYRPA
ktoś inny
STANISŁAW KRAKOWSKI
Design Transition Technologies Powered by neTTstar