Szczególnym miłośnikiem reality- mikrofon show okazał się Aleksander Gudzowaty, który - jak się okazało - ciupasem nagrywał spotkania z rozmaitymi politykami, głównie lewicy. Tak oto poznaliśmy słynne w ostatnich dniach zwierzenia Józefa Oleksego, który powiedział wreszcie, co myśli naprawdę o swoich towarzyszach.
Tyle wie każdy, kto otworzył w ostatnich dniach TV, radio albo zajrzał do pierwszej lepszej gazety krajowej. Tymczasem, ze źródeł zbliżonych do dobrze poinformowanych dowiedzieliśmy się, że już wkrótce z powodu taśm z poufnymi rozmowami polityków zatrzęsie się również lokalna, ostrowska scena polityczna. Z naszych informacji wynika, że już za kilka dni opinii publicznej zostaną przedstawione tajne dotąd nagrania ze spotkania Macieja Klósaka z Grzegorzem Woźnym, zarejestrowane na kilka dni przed prezydencką dogrywką w Ostrowie. Przypomnijmy, że ujawniona na bodajże 2 dni przed II turą informacja o tym spotkaniu była jedną z przyczyn porażki Klósaka z Torzyńskim. Nie znamy na razie treści całej rozmowy, ale z fragmentów, którymi dysponujemy, dowiadujemy się o planowanym podziale władzy między zwolenników niedoszłego prezydenta Klósaka i szykującego się do zwinięcia sejmowych żagli posła Woźnego. Z przedstawicieli osób popierających obu polityków miało powstać nowe ugrupowanie powyborcze - KRLP, czyli Klub Radnych Lewicowo - Prawicowych. Na razie tyle, ale z kolejnych fragmentów nagrań znamy konkretne nazwiska i przypisane funkcje, które przedstawimy wkrótce w całości.
Nie obejdzie się bez sensacji również ze strony miłościwie nam panującego prezydenta miasta. Jak się nieoficjalnie dowiedzieliśmy, chcąc dostosować się do coraz bardziej widocznych w Polsce trendów, prezydent Torzyński poważnie rozważa możliwość wprowadzenia całkowitego zakazu topienia Marzanny we wszystkich placówkach oświatowych podległych gminie miasto Ostrów Wielkopolski. Dopuszcza się ponoć wariant zastępczy, nieco mniej radykalny, pozwalający na zatapianie tzw. substytutów. I tak na przykład dozwolone ma być rytualne zatapianie kukieł byłych ostrowskich działaczy PZPR i SLD, z wyjątkiem tych, którzy nadal są aktywni politycznie.
Jeszcze większe niespodzianki szykują się ponoć w dwóch bodaj najbardziej intrygujących ostrowian tematach: planach budowy więzienia i stadionu w naszym mieście. Jak wiadomo, władze samorządowe mają z obydwoma tematami nie lada problem. Pod protestem w sprawie więzienia podpisało się już przecież ok. tysiąca osób, a kasy na remont stadionu nijak nie chce wystarczyć, o czym świadczą dwa nieudane przetargi. Po rozum do głowy poszli urzędnicy wydziału inwestycyjnego (komórki pomysłów specjalnych), którzy postanowili znaleźć złoty środek pozwalający na wspólną realizację obu tematów. W największej tajemnicy jest obecnie w magistracie przygotowywany projekt, według którego miasto wyda zgodę na budowę więzienia w byłych koszarach, pod warunkiem, że resort sprawiedliwości przeznaczy do pracy przy modernizacji stadionu co najmniej tylu więźniów, ilu ma być osadzonych w przyszłym więzieniu. I to nie na miesiąc, ale co najmniej na rok. W ten sposób miasto chce upiec dwie pieczenie przy jednym ogniu: z honorem wycofać się z obrony przed powstaniem wiezienia i wywiązać się z obietnicy remontu stadionu żużlowego.
Jednak ta wersja nie jest wcale przesądzona, bo miejscy urzędnicy natrafili ostatnio na ciekawą - i ponoć całkiem realną - możliwość uzyskania dofinansowania na dokończenie remontu. Skoro - jak wszystko wskazuje - nie ma już co liczyć na pieniądze z Unii Europejskiej, to można je wyciągnąć od… Amerykanów, dokładniej od zamieszkałej tam Polonii. Jest jednak pewien szkopuł, bo trzeba będzie pogodzić ze sobą funkcje żużlowe i narodową dyscyplinę sportu, czyli bejsbol. Według wstępnych przymiarek, wystarczy jednak wykonać tradycyjny tor żużlowy i zamiast boiska piłkarskiego postawić bazy i bandy do bejsbola i w ten sposób za ostrowskie złotówki i amerykańskie dolary powstanie pierwszy na świecie stadion żużlowo - besjbolowy.
Zmiany szykują się także w regulaminie Rady Miejskiej. W ramach postępującej demokratyzacji życia publicznego, która - jak wiadomo - nie zawsze zgadza się z wynikami wyborczymi, oprócz stanowiska drugiego zastępcy przewodniczącego rady zostanie wprowadzona funkcja tzw. radnego spikera (od angielskiego speaker - mówca). Ma to być funkcja przyznawana z mianowania dla przedstawiciela ludu. Pierwszym kandydatem jest pewien starszy wiekiem trybun, znany z częstych (i głośnych) wystąpień w wolnych głosach i wnioskach.
Uff, aż trudno uwierzyć w te wszystkie rewelacje, ale z drugiej strony, czy coś nas jeszcze może w naszym kraju i mieście zdziwić? Do tematów wrócimy za tydzień.
autor: Jarosław Wardawy