Znajdujesz się w: » strona główna » Felietony »
  strona główna
Informacje
Ostrów
Samorząd
Powiat
Społeczność
Gospodarka
Historia
Kultura
Oświata
Kryminały
Religia
Niepełnosprawni
Felietony
Wywiady
Sport
FABRYKA WAGON
  Archiwum
  Redakcja
O nas
Reklama
Kontakt
FELIETON: Hura wybory!

Nie, nie zwariowałem jeszcze do końca (a przynajmniej tak mi się wydaje), pisząc taki tytuł. Ja naprawdę cieszę się, że już za nieco ponad tydzień będą wreszcie wybory. Powodów do mojej rosnącej z dnia na dzień radości mam co najmniej kilka.

Po dniu „W” nie będę już musiał codziennie ładować swojej komórki, której bateria teraz codziennie po południu wydaje z siebie ostatnie tchnienie. Po wyborach nie będę już musiał wysłuchiwać od różnych (nie)znajomych dyskretnych sugestii, żeby gazeta czasem nie zapomniała w tekście podziękować burmistrzowi za coś tam. Nie będę wreszcie musiał już im tłumaczyć, że takie podziękowania mogą oczywiście złożyć, ale tylko poprzez dział reklamy. Skończą się „spontaniczne” rozmowy przy różnych okazjach (albo i bez okazji), w których od różnej maści kandydatów słyszę, jaki to ze debeściak. Na szczęście, choć jak każdy jestem łasy na łaskawe słowo, to na tego rodzaju przedwyborcze komplemenciarstwo skórę mam grubszą, niż dinosaur. Wreszcie - jak mawiają Angole: last, but not least - wraz z ogłoszeniem wyborów skończy się przyprawiająca mnie o postępującą nerwicę komunikacyjną gehenna w Ostrowie.

Tak już bowiem jest - oczywiście zupełnie przypadkowo (pamiętacie reklamę piwa „bezalkoholowego”?) - że tuż przed każdymi wyborami mamy do czynienia z końcowym wysypem różnego rodzaju inwestycji. Przed wyborami do parlamentu oddają najczęściej kolejne odcinki autostrad i przecinają wstęgi na innych dużych obiektach. Nawet Lech Kaczyński raczył był na kilka dni przed terminem wrzucania parlamentarnych kartek do urny zakończyć inwestycję szybkiej kolei warszawskiej. Nic to, że za kilka dni trzeba ją było zamknąć z powodu niedoróbek, ale najważniejsze, że kartki były już w urnach. Nie inaczej jest w samorządach powiatu ostrowskiego i miasta, gdzie na wyprzódki malują teraz gotowe do oddania domy, pucują ośrodki zdrowia i ostrzą nożyce do przecięcia wstęgi na kolejnych odcinkach dróg i skrzyżowań.

Cieszę się bardzo, że po tylu latach nie muszę się już wstydzić wjazdu do mojego miasta od strony Poznania i Wrocławia. Raduję się, że bruk na Odolanowskiej przestanie niszczyć wahacze mojego auta (choć nie przestanę żałować, że jednak przykryto go asfaltem, zamiast wykorzystać go do lepszych celów). Oddycham z ulgą, że wreszcie będę mógł bezpiecznie wyjechać z Gimnazjalnej. Mam tylko jedno małe pytanko - dlaczego to wszystko musi się odbywać kosztem moich nerwów, czasu i pieniędzy na benzynę?

Naszym oficjelom, którzy oczywiście powiedzą, że przesadzam, dedykuję kilka małych komunikacyjnych obrazków - dla ułatwienia tylko z zeszłego tygodnia. Kilka dni temu pobiłem absolutny rekord pokonywania samochodem ulicy Dworcowej. Dzięki megakorkowi powstałemu z powodu awarii dużego auta i zablokowaniu wyjazdu na Rondo Sybiraków jechałem te kilkaset metrów dokładnie 25 minut. W tym czasie zdążyłbym piechotą przejść do ronda i z powrotem do Mostu Krotoszyńskiego, skąd startowałem.

A propos piechurów: dzień później miałem okazję w miarę dokładnie porównać szybkość poruszania się w mieście zmotoryzowanego, sfrustrowanego kierowcy (czyli mnie) i sympatycznej piechurki (czyli pewnej mojej znajomej). Skręcając z Zamenhofa w Partyzancką, pomachałem jej na powitanie, bo jako grzeczny kierowca przepuściłem niewiastę na pasach. Okazało się, ze znajoma idzie Partyzancką w tym samym kierunku, w którym ja usiłuję jechać, poruszając się po kilka metrów do przodu i znowu czekając na kolejną możliwość skoku. Kobitka, jak to kobitka, oglądała wystawy, raz nawet weszła po drodze do sklepu, ale i tak na wysokości banku PKO była wcześniej ode mnie. W związku powyższym poważnie rozważam możliwość złożenia do obecnych jeszcze (bo oni to zaczęli) władz miasta wniosku o darmowy przydział nervosolu, tudzież innych specyfików zmniejszających poziom mojego napięcia nerwowego za kierownicą. W przeciwnym razie może to się skończyć przegryzieniem aorty pasażerowi, urwaniem kierownicy, a w najlepszym wypadku odpowiednią „wiązanką” pod adresem tak samo jak ja wkurzonego innego kierowcy.

Drogowe „ogary” już jednak „poszły w las” i nie ma innego wyjścia, jak cierpliwe czekać na zakończenie drogowego amoku w Ostrowie. Co niewątpliwie nastąpi po wyborach.

I co, szanowni ostrowianie - będziecie razem ze mną niecierpliwie czekać na te wybory?

 

autor: Jarosław Wardawy

[1]

-- wstecz --
Liczba wyświetleń:436
  POD NASZYM PATRONATEM
  Praktyczne informacje
Dyżury aptek w 2010 r.
Dyżury stomatologiczne w powiecie ostrowskim 2010 r.
Dyżury lekarzy spejalistów w powiecie ostrowskim 2010 r.
Rozkład jazdy PKP
Pogoda dla wielkopolski
Ważne telefony
SONDA
Kto powinien zostać prezydentem Ostrowa Wielkopolskiego?
RADOSŁAW TORZYŃSKI
WŁODZIMIERZ JĘDRZEJAK
MACIEJ KLÓSAK
BARTOSZ ZIÓŁKOWSKI
RYSZARD TYRPA
ktoś inny
STANISŁAW KRAKOWSKI
Design Transition Technologies Powered by neTTstar