Kulawa oferta
W ostatnich latach w Ostrowie, jak grzyby po deszczu, zaczęły pojawiać się biura turystyczne. Niestety, większość z nich nie ma oferty dla osób niepełnosprawnych. Kuleje wciąż promocja usług turystycznych dla tej grupy. Właściciele ostrowskich biur podróży skarżą się, że na targach turystycznych rzadko spotykają stoiska z taką ofertą. - Wynika to z faktu, że organizatorzy turystyki w Polsce nie bardzo wierzą w to, że przyjdzie do nich klient niepełnosprawny. Przyznam, że jest pan pierwszą osobą niepełnosprawną, która pyta o ofertę turystyczną dla tej grupy społecznej - mówi Bogusław Kafarski z „Alco Tours Kafarski”, jednej z firm turystycznych w Ostrowie. Jego zdaniem największą barierą są niskie dochody. - Większość rencistów czy emerytów ledwie wiąże koniec z końcem, więc ich zainteresowanie wypoczynkiem i zwiedzaniem świata pozostaje daleko w tyle za potrzebami dnia codziennego. Trudno mówić o turystyce tych osób, gdy brakuje im na wykupienie recepty - podkreśla właściciel „Alco Tours Kafarski”. Turystyka - zdaniem Bogusława Kafarskiego - niestety wiąże się z niemałymi wydatkami rzędu kilku, kilkunastu tysięcy zł. Stąd raczej nie dziwi się, że z ofert biur podróży korzysta zaledwie ułamek tych osób. Dlatego oferta biur sprowadza się zazwyczaj tylko do informacji o hotelach przyjaznych niepełnosprawnym.
Przemieńmy świat
Najpopularniejszą formą wypoczynku wśród niepełnosprawnych jest udział w turnusie rehabilitacyjnym. Dla wielu jest on jedyną szansą na jakikolwiek wyjazd z domu, nawiązanie kontaktów społecznych i wyjście z izolacji. Początkowo turnusy organizowane były jedynie przez spółdzielnie inwalidów. Dopiero dzięki PFRON-owi stały się dostępne dla ogółu niepełnosprawnych. Pobyt na takim turnusie to przede wszystkim aktywna rehabilitacja połączona z wypoczynkiem i rekreacją. Stąd towarzyszą im plenery malarskie, rzeźbiarskie, warsztaty teatralne, obozy pływackie, żeglarskie, nauka jazdy i niezależnego życia. - Zarówno w mieście, jak i na wsi zdarza się, że osoby potrzebujące tej formy rehabilitacji społecznej nie wyjeżdżają na turnus, gdyż nie stać ich na pokrycie pozostałych wydatków, do których dochodzą jeszcze koszty dojazdu, powrotu oraz środki na własne wydatki - mówi Piotr Pierzchała ze Stowarzyszenia Osób Niepełnosprawnych „Przemieńmy Świat”.
Zdeterminowany turysta
Niepełnosprawny turysta, zanim dotrze do wymarzonego celu, musi pokonać wiele dodatkowych przeszkód. Począwszy od własnego lęku przed nieznanym, co dla wielu jest zbyt dużym wyzwaniem, po wybranie miejsca pobytu i znalezienie środka lokomocji. Dla takiego turysty ma to dużo większe znaczenie niż dla osoby sprawnej, która może sobie pozwolić na wyjazd, po prostu wsiadając z plecakiem do pociągu. - Po kilku latach przymiarek zdecydowaliśmy się z mężem skorzystać z dofinansowania turnusu rehabilitacyjnego. Gdy pracownicy ostrowskiego PCPR pomogli znaleźć nam odpowiedni ośrodek nad morzem, powstał problem, jak się tam dostać. Zwłaszcza, że oboje poruszamy się na wózkach. Autokary i pociągi odpadły, bo nieprzystosowane. Pozostał transport prywatny. Na 1300 zł dofinansowania, drugie tyle pochłonęła jazda wynajętym busem nad morze i powrót do domu - wylicza Agnieszka. Ustawodawca w rozporządzeniu o dofinansowaniu turnusów rehabilitacyjnych nie przewidział pomocy (w szczególnych przypadkach) w kwestii dojazdu na turnus. Zwłaszcza że wielu niepełnosprawnych, obok podręcznego bagażu, zabiera wózki, podnośniki i inne wyposażenie, bez którego nie są w stanie funkcjonować.
Śmierdzące „Toy-Toye”
Posezonowa oferta w podrzędnych ośrodkach też nie zachęca do wymarzonego wojażu. Trzeba sporo cierpliwości, by znaleźć coś dla siebie. Świecące pustkami ośrodki w Antoninie, Kobylej Górze, Wysocku, Mikstacie czy Gołuchowie - prócz komarów - nie mają prawie nic do zaoferowania. Ze świecą szukać domku letniskowego dostępnego dla osoby na wózku. Podobnie wyglądają niektóre nadmorskie „kurorty” ujęte w wykazach ośrodków „przystosowanych”. - Obdzwoniliśmy kilkanaście takich pensjonatów. W jednym przystosowany pokój był na piętrze, bez windy. W innym, stołówka znajdowała się w piwnicy. Nasz pensjonat miał 2 pokoje dla osób na wózkach usytuowane między stołówką a pralnią. Od świtu dochodził stamtąd taki łoskot, że spanie trzeba było dokończyć na plaży - wspomina swój wypoczynek Agnieszka. - Wąskie drzwi, brak uchwytów w miniaturowej łazience, stromy zjazd do stołówki wprost pod stół z wazą gorącej zupy, brak zjazdów nad morze i śmierdzące WC nazywane „Toy-Toy” stanowiły dodatkowe atrakcje posezonowej oferty. Bo tylko taka wchodziła w grę - dodaje jej mąż. Oczywiście nie ma co liczyć, że wszystko będzie dostosowane i nie obejdzie się bez problemów. Jednak walka z barierami architektonicznymi w ramach turnusu rehabilitacyjnego za spore własne i „pefronowskie” pieniądze nie należą do przyjemności. Z drugiej strony, mamy przykłady niepełnosprawnych osób, które wbrew trudnościom nie rezygnują z tego, by jednak wjeżdżać, żyć normalnie, uprawiać aktywną rekreację i sport. Szkoda tylko, że turystyka osób niepełnosprawnych ciągle wymaga nie lada heroizmu.
autor: Dariusz J. Peśla